(20) YUMMY, YUMMY!

Brighton (Asia, Ewa, Grzegorz, Łukasz, Magda, Monika)

Powszechnie uważa się, że brytyjskie jedzenie jest niejadalne. Był taki moment, kiedy uwierzyłam, że jest w tym ziarno prawdy. To był ten moment, kiedy po zjedzeniu pożywnego dania z Sainsbury’s poczułam się lekko podtruta. W efekcie nie zobaczyłam Seven Sisters i nigdy tego Sainsbury’s nie wybaczę!

Są jednak takie potrawy, które można szczerze zarekomendować. Takim daniem jest kurczak tikka masala. Nazwa indyjska, smak indyjski, ale przepis brytyjski. Słyszałam, że narodził się w Glasgow, ale powoli staje się daniem narodowym, konkurując z fish and chips. Danie jest bardzo dobre, aromatyczne i pikantne, jednak wegetarianie nie będą mieć z niego uciechy, zawiera bowiem mięso kurczaka.

Pewnego dnia Łukasz postanowił ugotować owego kurczaka. Jak postanowił, tak zrobił. Powstało danie apetycznie wyglądające i pachnące. Łukasz życzliwie nas częstował, ale nie chciałyśmy go objadać. Nie wypadało. Może to był błąd. Łukasz bowiem nagotował całkiem sporo i niestety nie był w stanie spożyć dania w całości, więc pozostałości spoczywały na płycie kuchennej przez kolejne dwa dni. Łukasz sukcesywnie podjadał, a my obawiałyśmy się, że potrawa powoli staje się niejadalna… Ale po dwóch dniach Łukasz schował kurczaka do lodówki, co pozwoliło na konsumpcję przez kolejne kilka dni. W efekcie kurczak został spożyty, Łukaszowi nic nie było, a my po cichu żałowałyśmy, że nie spróbowałyśmy kurczaka w pierwszym dniu…

English breakfast – chyba każdy słyszał o angielskim śniadaniu. Smażony boczek, jaja, kiełbaski, tosty, hash browns (takie placki ziemniaczane), fasolka, smażone pomidory, smażone pieczarki…. Brzmi ciężkostrawnie, ale jest pyszne! Pewnego dnia ujrzeliśmy takie danie w naszym mieszkaniu przy West St. Autorem był oczywiście Łukasz. Niestety śniadanie to przysporzyło nam sporo emocji…  Łukasz bowiem przygotował wspomniane danie, spożył jego część, po czym zniknął… Nie wiedziałyśmy, co się z nim stało! Talerz wyglądał tak, jakby Łukasz w pośpiechu przerwał jedzenie i uciekł z mieszkania… Gdzie? Oto pytanie! Martwiłyśmy się bardzo i czekałyśmy, co się wydarzy… Nic się nie wydarzyło! Łukasz wrócił z miasta i dokończył konsumpcję.

W Brighton trudno być głodnym. Jeśli ktoś pragnie spożyć dobrą rybę z frytkami, udaje się do Bankers (traditional fish and chips). Jeśli jednak preferuje kuchnię wschodnią, może wybierać i przebierać… Pewnego dnia Ewa z Magdą wybrały się do Chińczyka i bardzo potem zachwalały zakupione danie na wynos. Niestety nie zdążyłam spróbować, czego teraz żałuję…

Organizatorzy kursu metodycznego, na który uczęszczałyśmy z Moniką, starali się umilić nam pobyt w Brighton. Zapraszali nas na rozmaite spotkania, a na zakończenie zaproponowali Cream Tea, czyli podwieczorek z herbatką i scones (angielskie bułeczki, które przypominają nasze drożdżówki, ale są dużo lepsze).

Poszłyśmy oczywiście i doznania smakowe były imponujące. Scones spożywa się w towarzystwie świeżo parzonej herbaty (freshly brewed tea) podawanej w imbryku, bitej śmietany i konfitury…

Nieco się obawiałam, że taka ilość glutenu mnie zabije, ale jak widać przeżyłam. I niczego nie żałuję…

Gdyby ktoś kiedyś zapragnął odwiedzić restaurację Treacle and Ginger w Brighton, gdzie doświadczyłyśmy tych niezwykłych przeżyć, oto menu.

Asia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s