(23) Wernisaż

Uwieńczeniem naszej obecności w Brighton miał być wernisaż. Jako reprezentacja szkoły artystycznej zapragnęliśmy pochwalić się tym, czym Plastyk stoi …. Sztuką.

Pragnienie to jedno, ale z realizacją był pewien kłopot. Za dobrze nam tam było, za dużo do oglądania, do przeżywania, do zapamiętania. Zajęcia kończyliśmy późnym popołudniem i pędem biegliśmy do mieszkania żeby szybko coś zjeść, a potem poznawać ten piękny zakątek świata. I ten codzienny dylemat: Co wybrać? Wycieczka za miasto? Wyjście na plażę? Klify? Wyjazd do Londynu? A może pub? Albo shopping po wyprzedażach? Albo charity shops, pełne rupieci, ale też perełek takich jak fascynatory…

 Fascynatory to fascynująca kwestia! Dopiero w Brighton dowiedziałam się, że fascynator to nazwa takiego fikuśnego niby kapelusza – niby opaski z woalką, w którym wygląda się jak angielska dama na wyścigach w Ascot. Nigdy wcześniej nie chciałam wyglądać jak dama z Ascot, ale pod wpływem Moniki, która przymierzała niezliczone ilości fascynatorów, też takiego zapragnęłam.

I wtedy oczami wyobraźni ujrzałam siebie wchodzącą do klasy w fascynatorze na głowie… i jednak nie dokonałam zakupu.

 Wśród licznych pokus znalazł się również teatr. Tego lata wystawiano w Brighton musical Hair, a my musiałyśmy go zobaczyć! I zobaczyłyśmy, Monika nawet dwa razy, a kwota 20 funtów za bilet była niczym w obliczu fascynujących (niczym fascynatory) doznań wzrokowo-słuchowych, a nawet węchowych. Z oparów dymu (imitujących pewne zioło) wyłaniali się niezwykle utalentowani młodzi aktorzy, którzy przez dwie godziny śpiewali, tańczyli, podskakiwali (bez zadyszki, co mnie szczególnie zafascynowało, bowiem sama po wejściu na pierwsze piętro dyszę jak lokomotywa), a w pewnym, niezapomnianym momencie, zaprezentowali swoje wdzięki w pełnej krasie…

I tak upływał dzień za dniem, a materiału do wernisażu nie przybywało. Panika zaczęła w nas narastać, Monika robiła się coraz bardziej nerwowa, ponieważ ustaliła z administracją szkoły szczegóły tego ważnego wydarzenia, a my nie mieliśmy eksponatów… Myślałam, co mogłabym pokazać, ale do głowy przychodziły mi tylko ludziki z plasteliny, które namiętnie produkowałam w dzieciństwie i miałam pewną wprawę. I może wycinanki z serwetek…. Panika narastała i narastała, aż do momentu, kiedy objawił się CUD. Otóż Grzegorz Bananaman oznajmił, że namalował całą serię Koniostworów z Brighton i chętnie je pokaże na wystawie.  I do tego sam przygotował piękną ekspozycję.

Wernisaż odbył się w ostatnim dniu zajęć, w sali wykładowej i przyciągnął całkiem spore grono wielbicieli sztuki.

Grzegorz w zapamiętaniu objaśniał tajniki powstawania Koniostworów (nie zauważając nawet, że mówi swobodnie w języku angielskim i odpowiada na pytania również w tym języku) z taką pasją, że wszyscy wpatrywali się z natężeniem w koniec Jego długopisu, niczym w magiczną różyczkę Harrego Pottera.

Zaczarowani różdżką Grzegorza i upojeni sztuką, w doborowym międzynarodowym towarzystwie zakończyliśmy ostatni dzień nauki w cudownej szkole ELC Brighton. 

Asia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s